Jesienne bolączki

Złota polska jesień – jakże to pięknie brzmi. Oczyma wyobraźni widzimy parkową alejkę, usianą wielobarwnymi liśćmi, skąpaną w blasku jesiennego słońca. Pod stopami kulają się kasztany i żołędzie, w nos gryzie zapach ziemniaków z ogniska…

W praktyce jednak polska jesień niewiele ma wspólnego ze złotem – więcej raczej z szarością.
Jesień to najczęściej przejmujący chłód, nieustanna plucha, nadchodzący zbyt wcześnie zmrok. Wraz ze spadającymi liśćmi spada nasze samopoczucie i nasilają się różne dolegliwości. Cierpią osoby chore psychicznie, wrzodowcy, astmatycy (tak, tak – nie tylko pora kwitnienia…), i oczywiście osoby dotknięte schorzeniami układu kostno – stawowego.

 

DLACZEGO JESIENIĄ CZUJEMY SIĘ GORZEJ?

Tak zwane „przesilenie jesienne” jest zjawiskiem powszechnym, aczkolwiek nie jest to w żadnym wypadku termin medyczny. Dlaczego mu ulegamy? Dlatego, że jesienią wszystkiego mamy za mało…

Za mało słońca
Czy zauważyliście, że mieszkańcy ciepłych lub choćby cieplejszych krajów są bardziej uśmiechnięci, spokojniejsi, rzadziej chorują na depresję? Istnieje związek pomiędzy niedoświetleniem a brakiem energii i obniżonym nastrojem.  „Niedobór” słońca to pierwsza przyczyna jesiennej apatii. Niebo częściej jest zachmurzone, dzień jest coraz krótszy, a my większość czasu spędzamy w pomieszczeniach oświetlonych sztucznym światłem.

Za mało snu
Po wakacyjnej rozpuście, polegającej na spaniu do południa lub po prostu wstawaniu wtedy, kiedy mamy ochotę, wracamy do pracy. Zaczyna się kierat obowiązków: praca – dom – praca – dom. Wracamy do pracowych stresów, domowych obowiązków, a dzień jak zawsze okazuje się zbyt krótki, by to wszystko ogarnąć. Ponadto uczucie zmęczenia potęguje szarówka za oknem. Długotrwałe zmęczenie przeradza się w osłabienie.

Za mało witamin
Latem objadaliśmy się na potęgę owocami i warzywami – często takimi prosto z krzaczka, maminej czy babcinej uprawy. Piliśmy więcej wody, by ugasić pragnienie. Jesienią zaczynamy się pocieszać czekoladką, a brak truskawek kompensujemy goloneczką. Albo odwrotnie: rozpoczynamy walkę z letnimi centymetrami, tymi po lodach, smażonych rybkach i innych pysznościach. Zaczynamy magiczną dietę – cud, która ma nam przywrócić boską figurę. Szkoda tylko, że najczęściej kosztem zdrowia…

Za mało ruchu
Pójście do pracy i powrót z pracy naprawdę trudno uznać za fitness… W ferworze walki z codziennością odpuszczamy wysiłek fizyczny, a że pogoda nie nastraja do wielogodzinnych spacerów – zasiadamy przed telewizorem i trenujemy zginacz kciuka, przełączając kanały.  Nasze endorfiny tymczasem, czyli hormony szczęścia, zapadają w sen. Bardzo głęboki sen.

Za mało optymizmu
Jesień ma siebie wpisana jakąś śmierć, jakiś koniec. Kwiaty przekwitają, drzewa gubią liście, niektóre zwierzęta szykują się do zimowego snu – życie w pewien sposób zamiera. Jest coraz chłodniej, coraz ciemniej, coraz smutniej.

Za mało… pieniędzy
Czy to brzmi absurdalnie? Ależ skąd! Szczególnie dla osób gorzej uposażonych. Jesienią zaczynają wzrastać koszty naszego utrzymania – a to dopiero początek, bo po jesieni nadejdzie zima. Zużywamy więcej prądu i gazu aby oświetlić i ogrzać nasze mieszkania, a więc rachunki w  sezonie jesiennym i zimowym będą wyższe. Zaczynamy o tym myśleć, jeśli jeszcze nie zaczęliśmy się tym martwić.

Przyczyną jesiennego obniżenia nastroju może też być tak zwana meteopatia – są osoby, których funkcjonowanie uzależnione jest od pogody.

 

JAK NIE DAĆ SIĘ JESIENI?

Bo jesieni nie trzeba ulegać „na smutno”. Można się nią cieszyć!Jak to zrobić? Proste!

Odżywianie
Owszem, słodycze są pysia, tłuszcze są potrzebna, ale w określonych – czytaj: OGRANICZONYCH ilościach. Jesienne stragany są piękne i kolorowe: pomarańczowe dynie, kolorowe papryki, zielone cukinie, oberżynowe bakłażany kuszą kolorem, smakiem i mnóstwem opcji kuchennych szaleństw. Jabłka, gruszki i żurawina same w sobie nadają się na pyszny deser. Jedzmy zdrowo, z głową – jedzenie jest najlepszym lekarstwem na jesienną chandrę.

Picie
Nie myślimy tu o grogu na rozgrzewkę, choć oczywiście i tę opcję można rozważyć… Pamiętajmy o odpowiednim nawodnieniu organizmu w każdej porze roku. W ten sposób również… oliwimy stawy, poprzez nawadnianie torebki stawowej. Będą sprawniej działały i mniej bolały. A my będziemy lepiej się czuć i wyglądać.

Aktywność fizyczna
Aktywność fizyczna wzmaga wydzielanie endorfin. Nie poddajemy się lenistwu i zniechęceniu – najpierw może trzeba się nieco przymusić, ale potem wysiłek fizyczny wchodzi w krew! Pływajmy, biegajmy, zapiszmy się na zumbę. Spróbujmy jazdy konnej albo łucznictwa. Chodźmy – do osiedlowego sklepu, do pracy, do koleżanki, na spacer. Pamiętajmy o rozciąganiu – parę ćwiczeń możemy wykonać wstając z łóżka. Nie tylko będziemy czuli się lepiej, ale i poprawi się nasza kondycja fizyczna. A figura…

Czas na relaks
Owszem, bywamy „zalatani”, ale niemal każdego dnia można wygospodarować czas na relaks. Zaplanujmy go sobie i wpiszmy w kalendarz. Ukradnijmy choć 30 min. tylko dla siebie. Dla siebie – nie dla telewizora, dziecka, cioci, ukochanego czy psa. Wyłączmy umysł. Oddychajmy. Czy wiecie, jak niewiele osób oddycha w prawidłowy sposób?!

Szklanka jest do połowy pełna
Postarajmy się spojrzeć na jesienną rzeczywistość przez różowe szkiełko.
Krótsze dnie to dłuższe wieczory – można je spędzać pod kocykiem z dobrą książką, w dobrym towarzystwie, w romantycznych okolicznościach i blasku świec, lub aktywnie – jesienne porządki mogą być alternatywą  dla jesiennych spacerów (nie każdy jesienny wieczór jest brzydki!).
Jest chłodno? Organizm spala więcej kalorii, aby się ogrzać. Poza tym… nie mieliśmy przypadkiem dosyć trzydziestostopniowych upałów?
Argument dla pań: jesień to okazja na zmianę garderoby.

 

Jesień jest bez wątpienia trudniejszym okresem dla naszego organizmu, ale możemy przejść ją „bezboleśnie”. Wystarczy tylko troszkę o siebie zadbać.
Bo przecież jesień jest potrzebna – coś musi się skończyć, aby coś nowego mogło się narodzić…

 

 

Źródła:
www.doz.pl, polki.pl, poradnikzdrowie.pl, yourlifeiscool.pl

Brak komentarzy

Komentuj

Komentarz